Od andyjskiego charango po brzmienia saksofonu Jana Garbarka – XVII edycja PalmJazzu połączy wykonawców jazzu i muzyki świata. Od 5 do 16 listopada zaplanowano 21 koncertów, przede wszystkim w Gliwicach, choć część wydarzeń odbędzie się również w innych miastach. Program przygotował twórca i dyrektor artystyczny festiwalu Krzysztof Kobyliński, zapraszając muzyków z Polski i zagranicy.
Silną reprezentację rodzimej sceny tworzą Anna Maria Jopek, Wojtek Mazolewski, Marcin Wasilewski Trio oraz kwartet Macieja Obary, który zagra z norweskim trębaczem Mathiasem Eickiem. Kobyliński nie ukrywa zadowolenia z obecności tak wielu polskich artystów. Wśród wykonawców kolejnych wieczorów znaleźli się także Chris Potter Trio, Krzysztof Ścierański i Adam Makowicz.
Festiwal nie zamyka się przy tym w jednej stylistyce. Deep Forest wniesie do programu elektronikę i inspiracje etniczne, natomiast w teatrze osobny wieczór będzie należał do Chóru Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
Od Andów do norweskiego jazzu
Już 5 listopada w Jazovii wystąpi Diego Jascalevich, argentyński muzyk, którego koncert Kobyliński wskazuje jako jeden z punktów wartych uwagi. Artysta specjalizuje się w grze na charango – niewielkim instrumencie strunowym pochodzącym z Andów. W jego kompozycjach południowoamerykańska tradycja spotyka się z muzyką klasyczną i jazzem. Będzie to jego debiut na PalmJazzie; tego samego wieczoru zagra również trio Marcina Wasilewskiego.
Na 11 listopada zaplanowano spotkanie z Janem Garbarkiem w Teatrze im. Tadeusza Różewicza. Norweski saksofonista, który gościł już na festiwalu wielokrotnie, przyjedzie z pianistą Rainerem Brüninghausem, basistą Yurim Danielem i perkusjonistą Trilokiem Gurtu. Ich wspólne brzmienie oraz swoboda improwizacji są efektem wieloletniego muzykowania w tym składzie.
Najwięcej wydarzeń odbędzie się w Jazovii oraz gliwickim teatrze. Na festiwalowej mapie znalazły się też Pałac w Rybnej w Tarnowskich Górach i Raciborskie Centrum Kultury.
Festiwal budowany przez lata
PalmJazz działa od 2010 roku. W tym czasie zmieniała się zarówno jego skala i sytuacja finansowa, jak i grono słuchaczy. Kobyliński wraca pamięcią do trudniejszych początków, kiedy zdarzało mu się finansować przedsięwzięcie z własnych środków. Dziś przy organizacji współpracuje z Gliwicami.
Publiczność również trzeba było zdobywać stopniowo. Mieszkańców zachęcano do przyjścia na koncerty poprzez rozdawanie płyt, konkursy i udostępnianie biletów. Z czasem wieści o festiwalu docierały do kolejnych osób, które zaczynały uczestniczyć w wydarzeniach.
Utrzymano ulgi dla uczniów, studentów, emerytów i rencistów. Organizatorzy mierzą się jednak ze zmieniającymi się warunkami: koncertów i innych propozycji kulturalnych przybywa, a słuchacze mają coraz większy wybór.
Równie istotna pozostaje troska o samych wykonawców. Oprócz przygotowania sceny organizatorzy zapewniają im przestrzeń na odpoczynek, posiłek i spokojne przygotowanie do występu. Kobyliński przywołuje historię znajomego, który po nowojorskim koncercie Mike’a Sterna powiedział gitarzyście, że jest z Polski. Muzyk zapytał, czy pochodzi z Gliwic – miasta, z którym łączyły go dobre wspomnienia.
Źródło: Urząd Miejski w Gliwicach
